wtorek, 20 maja 2008

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia pierwsze,które mieliśmy spędzić razem.Wóz się zepsuł,więc poszliśmy całą załogą na piwo.Nie bylem tego dnia umówiony z piękną,tak więc spokojnie sączyłem piwo,gdy nagle potężne uderzenie w plecy postawiło mnie na równe nogi.Obróciłem się błyskawicznie i ujrzałem szczerzące się zębiska."Yoyo ,stary palancie jak żyjesz?"usłyszałem ,nim typ zawisł mi na szyi.Maciek,mój przyjaciel od podstawówki,nie widzieliśmy się chyba z 3 lata.

2 komentarze:

Kasia pisze...

Dalej, proszę dalej.:)

Anonimowy pisze...

no i doczytałam wszystko do konca, na jednym tchu.....proszę o więcej;)momentami lepsze od Kinga:P:P